Jordania - Petra

Z każdym krokiem w zakamarkach moich sandałów gromadzi się coraz więcej piachu. Wąska ścieżka prowadzi stale, choć nieznacznie w dół; jest listopadowe przedpołudnie, ale pomimo to czuję, jak pierwsze strużki potu perlą się na moim czole. Sam sobie obiecuję dłuższy postój u celu. Celu? – przecież będzie to dopiero koniec pierwszego, łatwego i relatywnie krótkie etapu mojej wędrówki. Tak: koniec etapu, ale w jak ważnym miejscu! Chcę bowiem usiąść na pustynnym piasku i podziwiać jeden z Cudów Świata – skarbiec jordańskiej Petry. Być w tym magicznym miejscu, dokąd przed tysiącami lat karawany podążały do serca najsłynniejszego miasta Nabatejczyków. Spojrzeć z oddali na grób mojżeszowego brata – Aarona, spoglądać z wysokości równej górnym partiom naszych Beskidów na największą depresję świata – rów Morza Martwego. Czy wreszcie: zobaczyć to samo, co widział Harrison Ford, w trakcie kręcenia właśnie w Petrze „Indiany Jones i Ostatniej Krucjaty”.

Kolejny zakręt ścieżki w wąwozie. Kolejne gramy piasku w sandałach. Coś… zaczyna się wyłaniać. Nie, to tylko kolejna szczelina skalna. Aż wreszcie za którymś zakrętem… JEST. Jeszcze dosłownie parę kroków i stoję przez wejściem do Skarbca. Tego Skarbca. Tego, gdzie wieki temu – jeśli wierzyć tradycji – nabatejscy kupcy przechowywali utarg z karawan, kosztowności przywiezione (i pewnie też zrabowane) z wielu miejsc dawnego świata pustyń i wielbłądów.

Godzina to mało na delektowanie się tym miejscem. Ale gęstniejący tłum turystów zachęca mnie, aby iść dalej. Mijam kilka „zaparkowanych” osiołków świadom, że to dopiero początek drogi. Mijam Ulicę Fasad, mijam pozostałości bizantyjskiego kościoła. Miłe złego początki – dojście do Skarbca prowadziło w dół, potem było płasko. Teraz – gdy temperatura zaczyna wzrastać – czeka mnie podejście do Świątyni. I właśnie stamtąd z wysokości zbliżonej do naszej Śnieżki czy Pilska spojrzę na najniższe miejsce Ziemi. Ostatnie podejście i jest. Świątynia, na którą (podobnie jak na Skarbiec) mogę podziwiać z sąsiedniego wzgórza.

Wprawdzie widok na Świątynię zaburza nieco sklepiko-bar („Mister, good price”), ale kiedy odwracam się na zachód nic nie staje pomiędzy mną o położonym dwa tysiące metrów niżej rowem Morza Martwego. „Koniec świata” – głoszą po arabsku i angielsku stojące tu i ówdzie tabliczki. Jakoś koniec nie jest mi straszny i śmiało spoglądam w dół. Położenie Świątyni (a może właśnie lęk przed końcem doczesności) powodują, że do tej części jordańskiej Petry dociera tylko niewielka część tłumów, jakie każdego dnia okupują Skarbiec.

Kolejny rzut oka gdzieś na głębię okolic Morza Martwego, kolejny trzask migawki lustrzanki. Rozpoczynam rozmowę z siedzącym obok – jak mi się wydaje – turystą. Mój nowy znajomy okazuje się być (!) księdzem z (!!) Liechtensteinu, który (!!!) pieszo idzie ze swojej parafii do Grobu Pańskiego w Jerozolimie. Rozmowa przeciąga się, przecież nawet w podróży tak ciekawych ludzi nie spotyka się codziennie. A przecież czeka mnie jeszcze nie taki krótki powrót do hotelu. Gdybym wówczas wiedział, że ksiądz Johann wynajął pokój na tym samym piętrze, co ja…

Wieczór przyniósł kolejne kwadranse rozmowy przerywane tylko kolejnymi kubkami herbaty ze świeżą miętą. Ten napój nazywany bywa „berberyjskim whisky”, ale nie w Jordanii, a… w Maroku. Ale to temat na osobną opowieść.

SPRAWDŹ NASZE PIELGRZYMKI DO JORDANII I LIBANU

  20 - 27.11.2019

  Amsterdam, Berlin, Bruksela, Frankfurt, Hamburg, Kopenhaga, Lizbona, Londyn, Mediolan, Paryż, Zurych

  19 - 27.11.2019

  Buenos Aires, Chicago, Nowy Jork, Sao Paolo, Toronto

  20 - 27.11.2019

  Gdańsk, Kraków, Poznań, Warszawa, Wrocław

© Copyright 2019 by Biuro Podróży Misja Travel