Japonia - szaleństwo półwariata Niepokalanej

Jeśli gdzieś szukać dowodów na to, że w szaleństwie ojca Maksymiliana tkwiła mistyczna metoda – to najlepszym z nich będzie wyprawa do Japonii. To nie mogło się udać, a jednak się udało.

Już sam pomysł wyprawy do Japonii wydawał się kompletnie szalony. Gdy ojciec Maksymilian stanął przed swoim przełożonym, by oznajmić, że zamierza jechać na misje do Chin, to musiał być dla prowincjała szok. Ledwie dwa lata po tym, jak założył nowy klasztor, rok po uzyskanej zgodzie na przyjmowanie – wbrew konstytucjom – każdej liczby kandydatów na braci zakonnych i wreszcie niespełna rok po założeniu Małego Seminarium Misyjnego, ojciec Maksymilian odpowiedzialny za wszystkie te dzieła, stanął pokornie przed przełożonym, by poprosić… o pozwolenie na wyjazd na misje.

Z czysto ludzkiej perspektywy było to szaleństwo, a prowincjał miał pełną tego świadomość. Ojciec Kornel Czupryk wiedział jednak, że taka propozycja z ust św. Maksymiliana z pewnością nie jest przypadkowa; zadał więc tylko pytanie, co zakonnik będzie robił na upragnionym Dalekim Wschodzie? Odpowiedź była typowa dla Maksymiliana: „Mateczka ma plan”. I choć to szaleństwo, to prowincjał się zgodził, ale pod jednym warunkiem; zgodę miał wydać także generał zakonu.

Zgoda na wyjazd na misje

Jej uzyskanie wcale nie było takie proste. Ojciec Maksymilian udał się do Rzymu, lecz tam nie zastał ani generała, ani jego zastępcy. Na szczęście, gdy wychodził z kurii generalnej zakonu, spotkał franciszkanina odpowiedzialnego za misje, który wprawdzie wsparł sam pomysł, ale… miał zupełnie inną wizję rozwoju niż franciszkanin z Polski. Ostatecznie jednak, po spotkaniu z generałem w Padwie, wizja o. Kolbego zwyciężyła i ten ostatni otrzymał zgodę na wyjazd na misje do Chin i Japonii. „W lutym więc (przy końcu) wyruszam z braćmi do tych krajów, by tam «Rycerza» założyć. Módlcie się więc, by Niepokalana raczyła dowolnie całą tą sprawą kierować” – napisał do brata kleryka Mariana Wójcika.

Pięciu wspaniałych

Gdy zgoda była już wydana ojciec Maksymilian skompletował grupę braci, którzy mieli z nim misjonować Daleki Wschód i wyruszył w drogę. Wśród pierwszych wybranych byli bracia: Zenon Żebrowski, Hilary Łysakowski, Zygmunt Król i Seweryn Dagis. Wszyscy oni udali się do Szanghaju, bo tam – wszystko na to wskazywało – miał powstać pierwszy dalekowschodni Niepokalanów. O. Kolbe wiedział, i to jeszcze z Rzymu, że tamtejszy biskup zgodził się na powołanie tam franciszkańskiej prokury (punktu oparcia). I w tym pokładał ogromne nadzieje. W jego planach Szanghaj miał być miejscem, w którym wydawałby „Rycerza Niepokalanej” po chińsku i rozpowszechniał go na całe Chiny.

Tyle, że dość szybko okazało się, że miasto to podlegało w skomplikowanej strukturze misyjnej, jezuitom, i choć biskup zgodził się, by kolportowano z niego franciszkańską gazetę, to nie wydał już pozwolenia, by ją tam wydawać i drukować. Oczywiście można byłoby drukować „Rycerza” w innym mieście, ale… chińska prowincja, którą watykańskie kongregacje przyznały franciszkanom konwentualnym znajdowały się daleko i nie łączyły je z centralnymi Chinami żadne niemal szlaki komunikacyjne, a do tego biskup zażyczył sobie, by w prokurze zawsze przebywał kapłan. To oznaczałoby, że ojciec Maksymilian musiałby pozostać w Szanghaju, a przecież był on niezbędny w miejscu, w którym miało być wydawane pismo. Ostatecznie więc o. Kolbe opuścił Szanghaj i udał się do… Nagasaki.

Szlak naszej 8-dniowej pielgrzymki po Japonii

Niełatwe początki

Dlaczego akurat tam? Święty wybrał właśnie to miejsce, ponieważ było ono największym skupiskiem katolików w Japonii; zarządzali nim Japończycy, a do tego było uświęcone krwią męczenników. Gdy przybył do miasta nie miał nawet listów polecających do biskupa, jednak od razu udał się do jego siedziby. Tyle, że ani biskupa, ani w zasadzie nikogo decyzyjnego akurat wtedy tam nie było. Wszyscy kapłani, w tym także wikariusz generalny diecezji wyjechali bowiem na pogrzeb bardzo zasłużonego japońskiego duchownego. Jedynym, który z powodu stanu zdrowia pozostał w domu biskupim był – późniejszy spowiednik i powiernik ojca Maksymiliana – ks. Paweł Matsukawa. I to on jako pierwszy przyjął franciszkanów na japońskiej ziemi i prosił ich, by czekali na wikariusza generalnego diecezji ks. Mikaeru Urakawa.

Po jego powrocie o. Kolbe przedstawił mu koncepcję wydawania „Rycerza Niepokalanej” w Japonii, ale ks. Urakawa wyraźnie nie był zachwycony nowym projektem wydawniczym. – Mamy już pismo – miał powiedzieć, ale jednocześnie po ostateczne decyzje odesłał go do biskupa, który w tym czasie wyjechał z diecezji, by szukać wykładowcy filozofii do miejscowego seminarium.

Szukali profesora, dostali Niepokalanów

Gdy o tej potrzebie dowiedział się ojciec Maksymilian (który przypomnijmy sam miał doktorat z filozofii z Gregoriany), natychmiast zaoferował swoje usługi. I wtedy ton rozmowy zmienił się, a wikariusz generalny poprosił franciszkanina, by ten poczekał na powrót biskupa. I choć sprawa daleka była jeszcze od ostatecznego załatwienia, to już dzień później ojciec Maksymilian pisał z entuzjazmem do swojego bezpośredniego przełożonego, zapewniając go, że „jest duża nadzieja, że biskup pozwoli nam tu zostać”, a także snując plany związane z katedrą filozofii.

Dziesięć dni później biskup Yanuario Hayasaka powrócił z dłuższej podróży i od razu spotkał się z ojcem Maksymilianem. Obaj mówili perfekcyjnie po włosku i w tym języku prowadzili rozmowę. Japoński hierarcha dokładnie wybadał zakonnika, a gdy dowiedział się, że posiada on dwa – z filozofii i teologii – doktoraty, aż klasnął w dłonie.  – Ojcze! Opatrzność Boża sprowadziła Cię tutaj. Właśnie teraz potrzebuję profesora od filozofii w seminarium diecezjalnym. W tym celu wybrałem się w podróż, ale bez żadnego rezultatu. Prosiłem w wielu miejscach, jednak nie znalazłem odpowiedniej osoby i wróciłem z niczym. Byłem zniechęcony.

A Ty nie mógłbyś być profesorem filozofii w moim seminarium? Co? – miał zapytać biskup. Odpowiedź ojca Maksymiliana była błyskawiczna. – Zgadzam się! – Jakże się cieszę. Ty będziesz uczył filozofii, a twoi bracia zakonni zajmą się różnymi dorywczymi zajęciami. Dobrze będzie, jeżeli w we trzech zamieszkacie przez jakiś czas w domu biskupim. Pomożemy wam w nauce japońskiego – dodał biskup.

Kluczowy czas

Ta decyzja biskupa stała się kluczowa dla ojca Maksymiliana. Japonia to czas, gdy nie tylko nauczył się on współpracować z ludźmi (po wielu błędach i zaniedbaniach), ale też pokazał, że istotą jego charyzmatu wcale nie były umiejętności medialne (choć nigdy mu ich nie brakowało), ale głębokie zaufanie do Niepokalanej. Kolejne jego pomysły były w istocie niemożliwe do realizacji, a on je wprowadzał w życie. Wystarczy powiedzieć, że kilka tygodni po decyzji biskupa wydał pierwszy numer pisma, i to w języku, którego ani on, ani jego bracia nie znali i nie rozumieli. W ciągu kilku lat stało się zaś ono największym japońskim pismem katolickim.

Ale to nie wszystko. Przebywając w Japonii ojciec Maksymilian znalazł miejsce na klasztor, wybudował go, sprowadził do tego kraju franciszkańskich kleryków, wymusił na nich naukę japońskiego, ściągnął do klasztoru pierwszych Japończyków, a także uratował – kilka razy – istnienie placówki w Kraju Kwitnącej Wiśni. Jakby tego było mało przygotował grunt pod stworzenie Niepokalanowa w Indiach, i choć to akurat się nie udało, to było dowodem na wielkość planów i marzeń zakonnika. A wszystko to działo się w sytuacji, gdy Maksymilian nieustannie pracował w seminarium (tak że brakowało mu sił i możliwości pracy nad „Rycerzem Niepokalanej”), ciężko chorował, nie był w stanie normalnie funkcjonować w japońskim klimacie i wydawało się, że może umrzeć.

Tak się jednak nie stało. Jego zaangażowanie przyniosło powstanie nowej prowincji franciszkańskiej, a on sam nauczył się, że wszystkiego może wymagać tylko od siebie. Od innych musi wymagać mniej. Bardzo mu się to przydało, gdy powrócił do Niepokalanowa po sześciu latach spędzonych w Nagasaki. Decyzji kapituły zakonnej wprawdzie nie rozumiał, ale zaakceptował ją i opuścił ukochaną Japonię. Czy wracał do niej myślami? Raczej nie, bo uznał, że decyzja przełożonych jest wolą Niepokalanej.

Autor: dr Tomasz  Terlikowski

SPRAWDŹ NASZE PIELGRZYMKI DO JAPONII

© Copyright 2019 by Biuro Podróży Misja Travel