Rwanda - Odkrywamy serce Afryki

Drugi człowiek na trasie

O tym jak na co dzień jesteśmy zabiegani najczęściej uświadamiamy sobie dopiero podczas podróży. I to właśnie najlepszy moment, aby dostrzec piękno otaczającego nas świata, ale przede wszystkim – drugiego człowieka.

Spotkanie, samolot, lot, czego się spodziewać? Co odkryje przed nami tak odległa dla nas, Europejczyków, Rwanda? Jak odnajdziemy się w samym sercu Afryki, a przede wszystkim, czy jesteśmy wystarczająco przygotowani na taki wyjazd?

Pytania i wątpliwości znikają tak szybko, jak tylko się pojawiły. Jedziemy przecież do Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Kibeho. To jedyne miejsce objawień maryjnych w Afryce uznanych przez Kościół. A przecież podróż do Mamy zawsze przynosi radość i spokój.

Od pierwszego kroku postawionego na tej afrykańskiej ziemi wiem, że ta pielgrzymka zostanie w moim sercu jeszcze przez długi czas. Zaskakująca jest również ilość nowych emocji i przeżyć, których doświadczyłam przez te 12 dni. Spotkania, rozmowy, modlitwa, a nawet zwykłe obserwacje miejscowej ludności przez szybę autobusu. To wszystko oraz piękno zwiedzanych miejsc sprawia, że podróż do Rwandy to prawdziwa pełnia doznań.

Spotkanie pierwsze – lotnisko

Wspólnie z pielgrzymami spotykamy się na 2 godziny przed lotem, aby odprawić bagaże i ruszyć w podróż w nieznane. Przed wyjazdem każdy z nas ma jakieś oczekiwania i wyobrażenia. Pierwsze spotkanie i lot jest dobrym momentem, aby się nimi podzielić. Wśród odpowiedzi przeważa jedna: odwiedzamy sanktuarium maryjne, miejsce objawień. Wszyscy z różnymi intencjami pielgrzymujemy do Matki Bożej z Kibeho, odkryć sanktuarium Matki Słowa, podziękować, poprosić, pomodlić się. Na konfrontację wyobrażeń i rzeczywistości będzie jeszcze dużo czasu podczas pielgrzymki. Bo wyjazd do Rwandy nie pozwala o sobie zapomnieć, ale na lotnisku tylko to podejrzewamy.

rwanda b 4

Spotkanie drugie – lotnisko w Kigali

Po długiej, ale spokojnej podróży podwozie dotyka pasa lotniska w stolicy Rwandy – Kigali. Jesteśmy. Możemy schować kurtki zimowe na te kilkanaście dni i poczuć promienie słońca. Co ciekawe, pomimo iż Rwanda znajduje się prawie na równiku to nie uderza nas fala gorąca. Cała powierzchnia kraju składa się z wyżyn i wzniesień, stąd potocznie na Rwandę mówi się Szwajcaria Afryki.

Dla nas, przyjeżdżających z lutowego mrozu, temperatura ok 20°C jest jednak odczuwalna. Szybka odprawa celna, wbicie wizy do paszportu, odebranie bagaży i spotkanie. W hali przylotów już na nas czeka o. Leszek – nasz przewodnik, opiekun duchowy i Anioł Stróż podczas najbliższych dni.

Spotkanie trzecie – misjonarze

Misjonarze – odwiedzamy ich codziennie podczas naszej pielgrzymki do Rwandy. Przebywamy w Zgromadzeniu Marianów, Pallotynów, Sióstr od Aniołów, Karmelitów… w każdym z tych miejsc uczymy się nowych rzeczy o kulturze rdzennych mieszkańców, możemy również posłuchać opowieści o codzienności w Rwandzie. Misjonarze ze skromnością mówią o swojej posłudze. Uderza mnie poświęcenie, które musieli podjąć, wybierając życie w tak odległym kraju, ale również determinacja z jaką wciąż edukują i starają się dotrzeć z pomocą do najbardziej potrzebujących. Największe wrażenie wywiera na mnie jednak wizyta w ośrodku dla niewidomych dzieci w Kibeho u Sióstr Franciszkanek, które z ogromnym zaangażowaniem starają się dać cząstkę normalności swoim podopiecznym.

Spotkanie czwarte – miejscowa ludność

Niedziela to dla mnie dzień spędzany z rodziną, rozpoczęty wspólną mszą, posiłkiem i spacerem. W takim właśnie dniu mamy najwięcej czasu na spotkanie z Rwandyjczykami. Rozpoczynamy wspólną Eucharystią w kościele parafialnym w Nyakinamie.  Mamy czas na wspólną modlitwę, ale również tańce, które z radością prezentują nam najmłodsi. Zostaliśmy też zaproszeni na niedzielny obiad wraz z seminarzystami formowanymi przez księży Marianów. A na końcu chwila na spacer – udajemy się na przechadzkę do rodzin rwandyjskich; mamy okazję zobaczyć jak mieszkają. Z uśmiechem witają nas przy swoich małych chatkach. Nie znamy języka kinyarwanda i mało kto z nas mówi po francusku, ale proste gesty i uśmiech wystarczą.

Spotkanie piąte – z samym sobą (po powrocie)

Najtrudniejsze spotkanie to to, które nadchodzi po powrocie. Moment, w którym dociera do nas jak piękne, a zarazem trudne jest życie w Rwandzie. Uświadamiamy sobie jak wiele mamy, a jak mało potrzebujemy do szczęścia…

Wszystko to sprawia, że to nie ostatni mój wpis o Rwandzie; powiedziałabym, że teraz to się dopiero rozpocznie…

Tak kolorowo jest podczas mszy świętej w Rwandzie

SPRAWDŹ NASZE PIELGRZYMKI DO RWANDY

© Copyright 2019 by Biuro Podróży Misja Travel